Jak rozpoznać telefon, który udaje kogoś innego
Oszukańcza rozmowa telefoniczna nie zaczyna się od prośby o pieniądze. Zaczyna się od zbudowania sytuacji, w której prośba o pieniądze wyda się rozsądna. Dlatego rozpoznawanie zaczyna się nie od treści, tylko od konstrukcji rozmowy.
Wspólny szkielet: autorytet, pilność, tajemnica
Autorytet pojawia się w pierwszych słowach. Dzwoni „departament bezpieczeństwa”, „dział techniczny”, „inspektor” albo osoba mówiąca w imieniu instytucji, której nie chce się podważać. Nazwa ma sprawić, że przestaniesz zadawać pytania.
Pilność odbiera czas. Coś dzieje się właśnie teraz: ktoś próbuje wykonać przelew z twojego konta, umowa wygasa dzisiaj, przesyłka wróci do nadawcy. Prawdziwa instytucja niemal zawsze zniesie zdanie „oddzwonię za chwilę”. Oszustwo tego nie zniesie, bo cała konstrukcja opiera się na tym, że nie masz kiedy sprawdzić.
Tajemnica zamyka koło. Prośba, żeby o niczym nie mówić rodzinie, nie informować pracownika w oddziale, nie rozłączać się „bo linia jest zabezpieczona”. Żadna uczciwa obsługa nie prosi o odcięcie cię od ludzi, którzy mogliby zapytać, czy to na pewno ma sens.
Czwartym elementem bywa zmiana kanału: przenieś rozmowę do komunikatora, kliknij w link z wiadomości, zainstaluj aplikację. Chodzi o to, żeby wyjść poza miejsce, w którym można sprawdzić rozmówcę.
Powtarzalne scenariusze
„Twoje pieniądze są zagrożone”
Rozmówca podaje się za pracownika banku i twierdzi, że ktoś właśnie próbuje wyprowadzić środki. Proponuje ratunek: przeniesienie pieniędzy na konto techniczne, konto depozytowe albo rachunek bezpieczny. Takie konto nie istnieje w żadnym banku. Bank nie prosi też o podanie hasła, kodu z wiadomości ani o zatwierdzenie operacji w aplikacji „dla anulowania przelewu”.
„Dzwonię z działu technicznego”
Pretekstem jest wolny internet, aktualizacja, wykryty wirus albo problem z komputerem. Rozmowa prowadzi do zainstalowania programu do zdalnej pomocy. Zdalny pulpit oznacza pełen dostęp do ekranu i do wszystkiego, co na nim widać — łącznie z bankowością. Wsparcie techniczne, którego sam nie wezwałeś, nie potrzebuje wejścia na twoje urządzenie.
„Twoja umowa wygasa”
Ktoś podszywa się pod operatora telekomunikacyjnego, sprzedawcę prądu albo gazu i przedstawia rzekome przedłużenie na lepszych warunkach. Czasem mówi wprost, że dzwoni „od dotychczasowego dostawcy”, choć jest z innej firmy. Skutkiem bywa nie strata pieniędzy z konta, lecz zmiana umowy, o której dowiadujesz się z pierwszej faktury.
„Zwrot nadpłaty” albo „dopłata do przesyłki”
Wersja z małą kwotą uśpia czujność, bo niby o co komu chodzi przy drobnej dopłacie. Cel jest jednak inny: skłonić do wpisania danych karty na stronie z linku albo do zatwierdzenia operacji w aplikacji. Prawdziwy zwrot pieniędzy nigdy nie wymaga podania numeru karty ani kodu zabezpieczającego.
„Okazja inwestycyjna”
Rozmowa zaczyna się od zysku, a kończy na zdalnym dostępie do komputera przy „zakładaniu konta”. Bywa też druga fala: po jakimś czasie dzwoni ktoś, kto obiecuje odzyskanie utraconych pieniędzy za opłatą wstępną. To ten sam schemat skierowany do osoby, która już raz straciła.
„Bliska osoba w kłopocie”
Wersja żerująca na strachu: wypadek, zatrzymanie, pilna kaucja, prośba o przekazanie gotówki osobie, która przyjedzie. Ratunkiem jest jedno działanie — rozłączyć się i zadzwonić do tej bliskiej osoby na znany sobie numer. Warto umówić się w rodzinie na proste pytanie kontrolne, którego nikt z zewnątrz nie zna.
Sygnały, po których warto przerwać rozmowę
- prośba o kod z wiadomości, hasło, PIN albo o zatwierdzenie czegoś w aplikacji;
- polecenie zainstalowania programu, otwarcia linku albo zeskanowania kodu;
- przelew na inne konto niż to, które sam znasz z umowy lub faktury;
- naciskanie, żeby nie rozłączać się i nikomu nie mówić;
- pytanie o dane, które prawdziwy pracownik już by miał;
- oferta z warunkami zbyt dobrymi jak na resztę rynku;
- niechęć do podania nazwy firmy, administratora danych i adresu.
Jeden sygnał nie przesądza sprawy. Dwa w jednej rozmowie wystarczą, żeby ją zakończyć.
Numer na wyświetlaczu niczego nie dowodzi
Numer prezentowany podczas połączenia da się podszyć. Na ekranie może pojawić się numer banku, urzędu albo nawet twój własny. Przepisy o komunikacji elektronicznej nakładają na operatorów obowiązki przeciwdziałania takiemu podszywaniu się, ale żadne zabezpieczenie nie działa w stu procentach i nie zwalnia z ostrożności.
Stąd zasada odwrotnego kierunku: nie ufasz połączeniu przychodzącemu, tylko sam wykonujesz nowe — pod numer z odwrotu karty płatniczej, z umowy, z faktury albo z oficjalnej strony instytucji wpisanej samodzielnie w przeglądarce. Nigdy pod numer podany w rozmowie ani odczytany z wiadomości.
Co zrobić w trakcie rozmowy
Nie musisz być uprzejmy do końca. Wystarczy jedno zdanie: „Sprawdzę to samodzielnie” — i rozłączenie się. Nie potwierdzaj danych, nie odpowiadaj „tak” na pytania o tożsamość, nie tłumacz się z decyzji.
Jeżeli sprawa dotyczy pieniędzy, po rozłączeniu odczekaj chwilę albo zadzwoń z innego aparatu, zanim wykonasz połączenie kontrolne. Zapisz od razu godzinę, numer, nazwę firmy, którą podał rozmówca, i to, czego dotyczyła prośba. Notatka zrobiona po dwóch dniach jest znacznie mniej warta.
Co zrobić zaraz po
Kiedy podałeś kod, dane karty albo wpuściłeś kogoś na urządzenie, kolejność jest stała. Najpierw bank: zgłoszenie próby oszustwa, zablokowanie karty i dostępu do bankowości. Potem zmiana haseł, ale z innego, pewnego urządzenia — na tym, do którego ktoś miał zdalny dostęp, hasło może zostać przechwycone ponownie. Następnie zgłoszenie na policję.
Jeżeli w grę wchodzą dane pozwalające zaciągnąć zobowiązanie, warto skorzystać z możliwości zastrzeżenia numeru PESEL — dostępnej w banku, w urzędzie gminy oraz w rządowej aplikacji mObywatel. Fałszywe strony i wiadomości zgłasza się do CERT Polska, czyli zespołu reagowania na incydenty komputerowe.
Sprawdź, kto zajmuje się jakim zgłoszeniem
Gdy nie masz pewności
Traktuj rozmowę jak podejrzaną. Koszt niepotrzebnej ostrożności to jeden telefon wykonany samodzielnie i kilka minut. Koszt pomyłki w drugą stronę bywa nieporównywalnie większy, a odzyskanie pieniędzy nigdy nie jest pewne.
Gdy telefon okazał się zwykłą, choć natrętną sprzedażą, zostaje druga sprawa: zablokowanie kolejnych połączeń. Do tego służy sprzeciw i wycofanie zgody.